Główna » Osprzęt, Recenzje

1000 książek w twojej kieszeni

09/02/2010 Komentarzy: 3 Autor: Piotr Chyliński

„Ty czytasz najwięcej, to się temu przyjrzyj” – tak właśnie brzmiał argument, który zdecydował w naszej redakcji, iż to w moje ręce trafił czytnik książek elektronicznych o nazwie BeBook. Tyle, że to była bardzo ryzykowna decyzja. Owszem, kocham książki, uwielbiam czytać, ale jednocześnie nie jestem miłośnikiem tekstu na ekranie. W końcu książka to nie tylko sam tekst. To faktura i kolor papieru, zapach farby drukarskiej, typografia, oprawa i te wszystkie smaczki, których nie oferuje ekran komputera. Dodatkowo, i to nawet najważniejsza kwestia, czytanie tekstów z ekranu mnie zwyczajnie męczy. Nad książką mogę spędzić długie godziny bez szczególnych sensacji ze strony wzroku, podczas gdy ekran już po kilkudziesięciu minutach czytania powoduje, że moje oczy zaczynają krzyczeć „dość!”. Biorę pod uwagę, że może to być wynik przyzwyczajenia, jednak wydaje mi się, że bardziej prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy jest światło. Większość rzeczy, na które patrzymy, widzimy w postaci światła odbitego. Tymczasem monitory świecą własnym światłem, zmuszając nas i nasze oczy do patrzenia bezpośrednio w jego źródło.

Piszę o tym dlatego, że każda osoba z podobnym do mojego podejściem do książek, za chwilę posądzi mnie o napisanie artykułu sponsorowanego. Jeszcze kilka dni temu sam bym nie uwierzył, że to urządzenie tak mnie zauroczy. A na pewno nie uwierzyłbym w powód, dla którego tak się stanie.

Zacznijmy jednak od początku, ­czyli od przedstawienia czym jest ten cały BeBook. Samo urządzenie to właściwie ekran w plastikowej obudowie o grubości 10 mm, z kilkunastoma przyciskami w jej dolnej części, umieszczony w skórzanej okładce. Sam wyświetlacz, w zależności od modelu, może mieć przekątną 5 lub 6 cali i umożliwia wyświetlanie obrazów oraz tekstów z rozdzielczością 600 × 800 pikseli. Oba modele są wyposażone w pamięć wewnętrzną flash o pojemności 512 MB, a także gniazdo kard SD oraz złącze USB. Różnią się jednak nowoczesnością zastosowanych komponentów. Model większy, BeBook One o wymiarach 120 × 184 mm, posiada złącze USB 1.1 i obsługuje karty SD o pojemności do 4 GB. Model mniejszy, BeBook mini o wymiarach 105 × 151 mm, wyposażono w złącze USB 2.0 i obsługę kart SD o pojemności do 16 GB. Oba model różnią się również wagą, chociaż nieznacznie. BeBook One to 220 g, a BeBook mini to 160 g. Różnią się też, oczywiście, ceną, odpowiednio – 1200 i 1000 zł.

To wszystko jednak są kwestie drugorzędne, ponieważ najważniejszy jest sam wyświetlacz. Zastosowano w nim technologię nazywaną „e-papier” (w tym przypadku Vizplex E-Ink), która w praktyce sprowadza się do tego, że dostajemy do ręki coś, co najbardziej przypomina lekko szary papier powleczony matową folią. Podstawowa różnica między e-papierem a ekranem monitora, polega na tym, że e-papier nie świeci, przez co nie męczy oczu. W ramach testowania urządzenia, korzystałem z niego po kilka godzin dziennie, przez niemal tydzień i muszę przyznać, że się w nim po prostu zakochałem. Żadnych problemów z oczami, a do tego obraz jest naprawdę świetny. Co więcej, e-papier zapewnia doskonałą widoczność pod każdym kątem, czego nie da się powiedzieć o większości wyświetlaczy. Na dodatek urządzenia zapewniają kilka stopni powiększenia obrazu, więc łatwo dostosować do swoich potrzeb na przykład wielkość liter na ekranie. Jedynie ilustracje wyglądają gorzej niż w druku, ponieważ BeBook umożliwia wyświetlenie tylko kilku odcieni szarości.

Pewną niedogodnością jest dość długi czas „przewracania strony”, bo urządzenie potrzebuje na tę czynność 1-2 sekundy, ale za to po wyświetleniu zawartości, BeBook przestaje właściwie pobierać energię. Dzięki temu naładowane do pełna baterie wystarczą na wyświetlenie około 7 tysięcy stron, czyli dobry miesiąc czytania. Tym, co naprawdę boli użytkownika Maków, przyzwyczajonego do iTunes i iPhoto, jest sposób obsługi biblioteki urządzenia po podłączeniu go do komputera. Na biurku pojawia się jeden lub dwa dyski, w zależności od obecności w urządzeniu karty SD, na które trzeba ręcznie przenieść pliki książek. Zwyczajne barbarzyństwo! Pociesza jedynie fakt, że BeBook obsługuje sporo różnych formatów plików tekstowych (na przykład PDF, TXT, RTF), a także plików obrazków (JPG, TIF, GIF) i muzycznych (MP3). Szczególnie to ostatnie jest miłym dodatkiem, ponieważ w trakcie lektury umożliwia słuchanie, przez słuchawki podłączone do gniazda w urządzeniu, ulubionej muzyki. Producent urządzenia zapowiada jego dalszy rozwój, czyli dodanie opcji łączności bezprzewodowej Wi-Fi, a także jakiejś formy ekranu dotykowego, ale to na razie są tylko obietnice. Czy i kiedy pojawią się te funkcje, to się dopiero okaże.

BeBook OneE-papier to nadal nie jest i pewnie nigdy nie będzie taka książka z prawdziwego zdarzenia, ze wszystkimi smaczkami, o których piszę na początku. Mimo tego uważam, że ta technologia jest równie przełomowa dla cyfrowych publikacji, jak pierwszy iPod był dla cyfrowej muzyki. Może BeBook nie nadaje się do postawienia na półce w domowej bibliotece, szczególnie w tych domach, gdzie książki mają służyć robieniu wrażenia, a nie czytaniu, ale, podobnie jak iPod, pozwala tę bibliotekę zabrać ze sobą, zapewniając komfort czytania równy klasycznej, drukowanej książce. Czyż to nie jest doskonałe rozwiązanie? A przecież nietrudno sobie wyobrazić sytuacje, w których taka możliwość jest wprost na wagę złota. Szczególnie gdy wziąć pod uwagę takie udogodnienia w urządzeniu jak wyszukiwanie i zakładki. Prawnik, który pod ręką ma teksty wszystkich potrzebnych kodeksów, ustaw i rozporządzeń. Student, który w plecaku może zmieścić wszystkie potrzebne podręczniki. A wreszcie każdy z nas, w końcu mogący wziąć na wyjazd tyle książek, na ile naprawdę ma ochotę, bez obaw o to, ile to wszystko waży.

BeBook miniNa koniec pozostało jeszcze jedno pytanie: a co z elektronicznymi książkami? Czytnik, nawet najlepszy, jest niczym bez treści. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednak prosta. Zdecydowanie najłatwiej będą miały te osoby, które bez problemu władają językami obcymi, a szczególnie angielskim. W Internecie można znaleźć naprawdę bogatą ofertę darmowych i płatnych książek cyfrowych w tym języku. Sam producent BeBooka oferuje ponad 20 000 darmowych pozycji, głównie starszych, które znalazły się już w domenie publicznej. W przypadku e-książek polskojęzycznych nie jest już tak dobrze, lecz coraz więcej wydawnictw dostrzega ten rynek i coraz większe zapotrzebowanie na ten rodzaj publikacji. W jednym z kolejnych numerów Mojego Jabłuszka przyjrzymy się temu tematowi dokładniej.

Na koniec aż prosi się, aby porównać BeBooki z iPadem firmy Apple. Będzie to możliwe dopiero, kiedy iPad trafi w moje ręce i w praktyce będzie można porównać komfort czytania tekstów na obu urządzeniach. Już w tej chwili można się pokusić o stwierdzenie, że BeBook do iPada ma się jak książka do ilustrowanego czasopisma, ale to jedynie gdybanie. Jak jest w rzeczywistości okaże się, mam nadzieję, już wkrótce.

BeBook One, BeBook mini

Zalety

  • doskonała jakość obrazu
  • wyszukiwanie i zakładki
  • długi czas pracy
  • Wady

  • cena
  • brak programu do zarządzania biblioteką


  • Podobne wpisy:

    1. Pomysły na zwiedzanie podczas wakacji – 1000 Experiences Lonely Planet ze względu na konferencje D8 udostępniło za...
    2. BeBook – makolubny czytnik eBooków iSource jednocześnie z wprowadzeniem nowych cen na okres świąteczny,...
    3. Prawdziwe książki nadal czyta się szybciej Badanie przeprowadzone przez Jakoba Nielsena pokazuje, że statystyczna osoba czyta...
    4. Czy to nowy Mac mini? Nie wiem jak Wy ja bardzo oczekuję na nowego Mac...
    5. Złącze HDMI w nowej wersji Mac mini? Apple ma upodobanie do nietypowych standardów, dość wspomnieć o...

    bookmark bookmark bookmark bookmark
    1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (2 ocen, średnio: 5,00 z 5)
    Loading ... Loading ...

    Moje Jabłuszko na:
    Moje Jabłuszko na Blip Moje Jabłuszko na Twitter Moje Jabłuszko na Facebook Moje Jabłuszko na YouTube

    Komentarzy: 3 »

    • ArSaghar napisał(a):

      Eee… artykuł już dawno był w moim jabzu. Po co odgrzewacie? Ctrl-C / Ctrl-V?
      Pomysły się skończyły?

      Co do urządzenia.
      Po moich długich testach, rankingach itp. (o czym wiecie śledząc forum myapple.pl), ostatecznie królem e-readerów jest … Kindle DX. (dla moich zastosowań).
      Reszta … cóż. Wie którędy iść :)

      Gdy iPadowski wyświetlacz był e-inkiem (a już w ogóle, gdyby był rewolucyjnym produktem – tj. kolorowym, szybkim e-inkiem)

    • Max napisał(a):

      Ja nie śledzę myapple.pl, bo nie przepadam za klimatem tego miejsca. Uważasz, że to czyni mnie heretykiem? ;)

    Zostaw odpowiedź!

    Dodaj swój komentarz poniżej, lub wyślij trackback ze swojego bloga. Możesz również zasubskrybować komentarze do tego wpisu w kanale RSS .

    Możesz użyć następujące tagi:
    <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    Ten serwis obsługuje avatary z serwisu Gravatar. Aby dodać swój avatar, zarejestruj się na Gravatar.com.